System ubezpieczeń zdrowotnych w USA jest skomplikowany, chociaż w przeciwieństwie do państw europejskich jeszcze nie do końca zdominowany przez rząd. Tamtejszy rynek usług medycznych jest największy na świecie. Szacuje się, że jego wartość może sięgać nawet 15 proc. PKB.
Rząd federalny nie gwarantuje obywatelom powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, lub patrząc na to z drugiej strony - nie zmusza ich do wykupu obowiązkowej polisy. W praktyce za dobrowolne ubezpieczenie płaci sam obywatel, albo jego pracodawca. Państwo zapewnia jednak określone usługi zdrowotne dla osób starszych, niepełnosprawnych (federalny program Medicare, na który USA wydają około 14 proc. budżetu) oraz najbiedniejszych (program Medicaid prowadzone przez poszczególne stany, ale nadzorowany przez Waszyngton). Poza tym od połowy lat 1980. amerykańskie prawo zapewnia powszechny dostęp do usług medycznych w przypadkach wymagających natychmiastowego ratunku. Obowiązuje ono jedynie te placówki, które otrzymują od rządu pieniądze w ramach programu Medicare.
Prywatne szpitale w USA należą głównie do dużych prywatnych firm, takich jak Hospital Corporation of America, największa korporacja tego typu na świecie. Funkcjonują też szpitale nie nastawione na zysk, prowadzone przez lokalne władze hrabstwa, bądź stanowe, albo inne organizacje, np. religijne.
Liczba Amerykanów, którzy nie mają żadnego ubezpieczenia rośnie. Są to osoby, którym ubezpieczenia nie gwarantuje pracodawca, same nie mogą, albo nie chcą go wykupić i zarabiają zbyt dużo, aby załapać się na program Medicaid. Granica jest dosyć niska i zależy od stanu, np. w Missouri wynosi ona 695 dol. miesięcznie.
Usługi medyczne, chociaż nie tak upaństwowione jak w Europie, są najbardziej uregulowanym prawnie rynkiem w USA. Libertariański Cato Institute obliczył trzy lata temu, że Amerykanie tracą co roku 170 mld dol. z powodu przeregulowanego systemu.
Źródło: Money.pl







